Dlaczego moje dziecko ciągle płacze?

Dlaczego moje dziecko ciągle płacze?

Nie dalej jak rok temu sama wpisywałam podobne hasła w wyszukiwarkę w telefonie, desperacko próbując znaleźć przyczynę, dlaczego mój nowonarodzony synek ciągle płacze i skąd czerpie tyle energii, by słychać go było w całym bloku. Oczywiście, pierwszą teorią, z którą mogą spotkać się młodzi rodzice płaczącego dziecka jest kolka niemowlęca. Nie inaczej było w naszym przypadku. Mit ten powielany był również przez pediatrów, którzy zalecili podawanie dziecku kropli ułatwiających oddawanie gazów. Niestety krople nie pomogły – ani polskie, ani te sprowadzane z Niemiec, o których rodzice na forach zarzekali się, że mimo posiadania identycznego składu działają znacznie lepiej. Synkowi jednak zupełnie nie robiło różnicy, skąd pochodzi ów specyfik, bo płakał dalej tak samo. Kolejne podejrzenia padły na nietolerancję laktozy, a kiedy krople na tę przypadłość również nie pomogły – przeszłam na dietę eliminacyjną, bo lekarze sugerowali alergię na białko mleka krowiego. Najpierw wykluczyłam nabiał, a z czasem coraz więcej innych produktów, po których wydawało mi się, że synka „boli brzuszek”. Minęło sporo czasu, zanim znalazłam prawdziwą przyczynę, a tak naprawdę dwie główne przyczyny płaczu mojego dziecka.

 

Głód

Mój synek był głodny. Oczywiście, nie dlatego, że go nie karmiłam, ale jako młodej, niedoświadczonej matce, zupełnie nie przyszło mi do głowy, że mimo częstego przystawiania do piersi może się nie najadać. Kiedy miał prawie miesiąc mocno zaniepokoiło mnie, że choć urodził się dość duży (3800g), z jakiegoś powodu nie odrobił spadku masy urodzeniowej, o czym wyczytałam, że powinno zając dziecku maksymalnie 3 tygodnie. Lekarz i położna jednak zupełnie zbagatelizowali moje obawy i przekonywali, że dzieci karmione piersią często wolniej przybierają. Uwierzyłam w to do czasu, kiedy mieliśmy jechać z synkiem na wesele. Przez kilka godzin miała się nim zająć w hotelu moja mama, a ja postanowiłam odciągnąć dla niego trochę mleka na wszelki wypadek. Po kilkunastu minutach pracy naprawdę porządnego, elektrycznego laktatora udało mi się odciągnąć… 20 ml. I to z piersi, którą nie karmiłam od kilku godzin. Oczywiście, doradcy laktacyjni powiedzą: „laktator nie służy do mierzenia ilości pokarmu w piersiach”, ale ja czułam, że coś jest nie tak. Postanowiłam pobudzić laktację pijąc suplement zawierający słód jęczmienny i po każdym karmieniu, nawet jeśli „nic nie leciało”, pracować laktatorem w systemie Chele Marmet (czyli odciągając naprzemiennie z obu piersi po 7, 5 i 3 minuty). Na efekty nie trzeba było długo czekać, dosłownie po kilku dniach synek zaczął dłużej być przy piersi, uspokoił się, lepiej spał i przybrał na wadze, a ja zrozumiałam, w czym tkwił problem – mój niecierpliwy pierworodny jadł tylko do momentu szybkiego wypływu pokarmu, a po 5 minutach odrywał się od piersi i zaczynał płakać, bo dalej był głodny, a nie miał ochoty jeść w tak wolnym tempie, przez co niewystarczająco stymulował laktację. Dla mnie oczywiście takie zachowanie wyglądało, jakby zaczynał go boleć brzuch przy jedzeniu i dostawał „kolki”.

Problem głodu i niewystarczającej ilości mleka wracał jeszcze kilkukrotnie: przeżyliśmy kilka parę kryzysów laktacyjnych, a nawet kiedy był już znacznie starszy (na etapie rozszerzania diety) i w dzień był tak zaaferowany wszystkim wokół, że nie miał czasu jeść, zaczął budzić się w nocy z przeraźliwym płaczem i nie chciał z powrotem zasnąć, mimo ciągłego podawania mu piersi. I tym razem nie domyśliłam się, że jest po prostu głodny – byłam przekonana, że tak źle znosi ząbkowanie. Podczas kolejnej ciężkiej nocy z histerycznym płaczem zaczęłam mieć wątpliwości, czy wyrzynanie się ząbków może powodować aż tak ogromny ból. Kiedy poczułam, że obie piersi są już zupełnie puste, poszłam zrobić mu kaszkę. Zjadł i… zasnął. Zrozumiałam, że przyczyną płaczu nie było ząbkowanie, a po prostu głód i znowu przez kilka dni pobudzałam laktację, a synek zaczął się budzić tylko na jedzenie i od razu spokojnie zasypiał. A ja, mimo zaleceń, że „rodzic proponuje, co i kiedy dziecko zje, ale dziecko decyduje, czy i ile zje”, zaczęłam bardziej pilnować, aby porcje posiłków stałych były „rozsądne”.

 

Za mało snu

Jako świeżo upieczona matka sądziłam, że jak dziecko jest zmęczone to po prostu… zaśnie. Jak bardzo się wtedy myliłam! Oczywiście, są takie dzieci, jednak mój synek z pewnością do nich nie należy. Kiedy mimo opanowania sytuacji z ilością pokarmu synkowi wciąż zdarzały się napady długiego płaczu, znowu zaczęłam podejrzewać, że męczy go kolka. Koleżanka, której synek również cierpiał z powodu kolek poleciła mi, żebym spróbowała ogrzewać brzuszek synka suszarką. To był cud, synek w kilka sekund przestawał płakać i zasypiał! Szybko zauważyłam, że „suszenie brzuszka” nie jest konieczne, bo syna w magiczny sposób przestawał „boleć brzuch” już od samego szumu suszarki.

W końcu trafiłam w Internecie na tabelkę, ile drzemek i jaki czas czuwania (czyli ile średnio wytrzymuje bez snu) powinno mieć dziecko w zależności od wieku. Nie jestem zwolenniczką sztywnego planu dnia i robienia wszystkiego „na zegarek”, ale ta tabelka uświadomiła mi, ile mniej więcej czasu upłynie, kiedy mogę się spodziewać, że synek zacznie robić się zmęczony, a jeśli nie zasypia, to nie dlatego, że mu się nie chce, tylko dlatego, że sam nie potrafi. Zaczęłam pilnować, żeby nie „przetrzymywać” go zbyt długo, a metodą prób i błędów znalazłam metodę, jak najlepiej go uśpić. Najskuteczniejsze okazało się skakanie z nim na piłce gimnastycznej przy dźwięku suszarki. Tak skończyły się „kolki”.

 

Żeby była jasność – nie kwestionuję, że niektóre dzieci rzeczywiście może boleć brzuch – czy to z powodu alergii, czy innych przyczyn zdrowotnych, jak choćby refluks. Ale, jak słusznie zauważył znany amerykański pediatra Harvey Karp, autor książki „Najszczęśliwsze niemowlę w okolicy” – jakim cudem szum suszarki mógłby działać przeciwbólowo? Za mitycznymi „kolkami” kryje się coś jeszcze. Według doktora Karpa, około 10% dzieci rodzi się wyjątkowo wrażliwych i ciężko znosi przyjście na świat. Dzieje się tak zwłaszcza podczas „czwartego trymestru”, czyli pierwszych trzech miesięcy, kiedy są na tyle niedojrzałe, że tak naprawdę powinny ciągle znajdować się w brzuchu mamy. Ale z racji dużych rozmiarów mózgu dziecka i, tym samym, jego głowy, ciąża na drodze ewolucji została skrócona do 9 miesięcy, gdyż w przeciwnym razie matka nie byłaby w stanie urodzić dziecka. Na nadmierną reakcję na nową rzeczywistość i występowanie „kolek” składa się jednak jeszcze wiele innych czynników, takich jak niedojrzałość układu nerwowego, „trudniejszy” temperament, czy stres i niepokój świeżo upieczonych rodziców, który nierzadko udziela się również dziecku.

Co więc mogę doradzić świeżo upieczonym rodzicom płaczącego dziecka? Przede wszystkim spokój (to naprawdę szybko minie!), upewnienie się, że dziecko się najada i pilnowanie, aby nie miało zbyt długich przerw w spaniu (a w przypadku noworodka drzemka może być konieczna nawet po 45 minutach aktywności!).



1 thought on “Dlaczego moje dziecko ciągle płacze?”

  • Świetny temat, brawo za poruszenie/obalenie mitów dotyczących kolek i płaczu!
    Czuć Twoją lekkość w pisaniu i z ogromną przyjemnością przeczytałam cały post. A pomimo tego, ze nie posiadam jeszcze dziecka to Twoje informacje są bardzo cenne i cieszę się, ze mogłam to przeczytac, bo zapamiętam je na długo:)
    Trzymam kciuki za dalszy rozwój bloga i dużo zdrówka dla całej Waszej ekipy ❤️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *