blog nie tylko o macierzyństwie

Czy jestem złą matką?

Czy jestem złą matką?

Czasami zastanawiam się, jak z opieką nad dziećmi radziły sobie nasze mamy i babcie nie mając smartfonów z Internetem. Przecież to taka wygoda! W razie jakiejkolwiek wątpliwości wystarczy kilka kliknięć w wyszukiwarce i mam odpowiedź. Niestety, przy okazji, dostaję też coś, o co wcale nie prosiłam. Wyrzuty sumienia. Bo nagle, w gąszczu (nierzadko sprzecznych) informacji, okazuje się, że znów coś robiłam „źle”. Znów nie byłam taką matką, jaką powinnam być, czy wręcz szkodziłam swojemu dziecku.

Z racji okresu Wielkiego Postu, postanowiłam zrobić sobie macierzyński „rachunek sumienia” z przymrużeniem oka. Poniżej lista moich macierzyńskich „grzechów głównych”.

 

1. Używałam leżaczka-bujaczka

Nie miałam pojęcia, że może być w tym coś złego. Kiedy synek był malutki i nie dało się z nim jeszcze bawić, często wkładałam go do leżaczka, a on zaciekawiony obserwował, co robię. Znacznie później dowiedziałam z Internetu, że leżaczki są bardzo szkodliwe, utrwalają niewłaściwą postawę, a konsekwencje mogą się za dzieckiem ciągnąć całe życie, bo będzie miało problemy z kręgosłupem czy właściwą koordynacją…

 

2. Puszczałam filmiki z YouTube

W pierwszych miesiącach życia kontrastowe filmiki z YouTube pozwalały mi szybko uspokoić płaczącego malucha. Najlepiej działały czerwono-czarne kulki poruszające się na białym tle przy dźwiękach przyjemnego utworku muzyki klasycznej. Jak tylko synek podrósł i dało się już łatwo odwrócić jego uwagę czymkolwiek innym, przestałam puszczać mu kulki. Ale w międzyczasie dowiedziałam się, że do 2 roku życia dziecko absolutnie nie powinno mieć kontaktu z żadnymi mediami elektronicznymi, bo fatalnie wpływa to na rozwój jego mózgu, powoduje problemy ze snem, a nawet opóźnia naukę mówienia!

 

3. Za wcześnie posadziłam do spacerówki

Było lato, piękna pogoda, moje dziecię, jeśli nie spało, nie chciało leżeć w gondoli, więc w wieku 5 miesięcy przesadziłam go do spacerówki (na swoje usprawiedliwienie powiem, że w pozycji półleżącej!). I to było wybawienie. Synek w końcu wszystko dobrze widział, a spacery stały się naszą ulubioną aktywnością w ciągu dnia. Niestety później dowiedziałam się, że dziecko nie powinno jeździć w spacerówce, dopóki samo nie usiądzie (czyli w naszym przypadku – 4 miesiące później), bo ma to fatalny wpływ na kręgosłup, stawy biodrowe i nie pamiętam już nawet, co jeszcze.

4. Nie rozszerzyłam dziecku diety metodą BLW

Kierując się wyrzutami sumienia po przeczytaniu wpisów na jakiejś grupie dla mam na FB postanowiłam raz jeszcze spróbować BLW i pozwolić dziecku decydować, ile zje. Skutek był taki, że w myśl zasady „zdrowe dziecko nie da się zagłodzić”, syn zaczął budzić się co godzinę w nocy, nadrabiając niedojadanie w dzień. I mimo to schudł. Widocznie taką decyzję w sprawie jedzenia podejmowało moje dziecko i według złotej zasady żywienia powinnam mu na to pozwolić. Ale… nie pozwoliłam. Myślę, że rodzic ma jednak więcej rozsądku, niż roczne dziecko. I wróciłam do karmienia łyżeczką.

 

5. Zabawiam przy karmieniu

Pod krzesełkiem do karmienia mam ciężarówkę z zabawkami i zabawiam dziecko, bo inaczej po zjedzeniu 2-3 łyżeczek zaczyna się nudzić i nie chce dalej jeść. Tak, ryzykuję, że moje dziecko nie je „świadomie”, przez co może się przejadać i w przyszłości poskutkuje to problemami z nadwagą.

 

6. Prowadzałam za rączki

Dziecko musi nauczyć się chodzić samo, absolutnie nie wolno mu w tym pomagać. Tak więc, drodzy rodzice, kiedy Wasze dziecko wspina Wam się po nodze i wyciąga rączki, żeby go poprowadzić, trzeba mu wytłumaczyć, że chodzić musi nauczyć się samo. Bo to zdrowsze. A do tego prowadzanie niszczy jego poczucie własnej wartości, bo dajemy przez to sygnał, że nie zaspokaja naszych oczekiwań…

 

7. Usypiam przy karmieniu piersią

Wciąż nie nauczyłam synka samodzielnego zasypiania. Nie przeprowadziłam treningu metodą „podnieś-odłóż”. A co, jeśli nigdy nie nauczy się samodzielnie zasypiać? Hmm. Widzieliście kiedyś 5-latka, który zasypia tylko karmiony piersią? Nie? No właśnie. Wszyscy wcześniej czy później nauczą się „samodzielnie” zasypiać i nie potrzeba do tego treningów. A usypianie na leżąco przy piersi jest takie przyjemne… i wygodne.

 

Wracając do pytania z początku wpisu, jak matki radziły sobie dawniej? Kierowały się swoją intuicją i zdrowym rozsądkiem. A jeśli dzisiaj, nieustannie okazuje się, że coś robimy przy dziecku „źle”, to czy z naszą intuicją jest coś nie tak? Nie. Tylko w dzisiejszym świecie nie ma miejsca na odrębność. Jest tylko jeden, właściwy sposób wychowywania dziecka, a każdy, kto się nie podporządkuje, działa na szkodę swojego dziecka. Nie jest łatwo się temu przeciwstawić, sama wciąż bardzo często wpadam w pułapkę zamartwiania się i wyrzutów sumienia, kiedy dowiem się (lub ktoś uprzejmy mi uświadomi), że robiłam coś „szkodliwego”. Czy w takim razie lepiej przestać czytać o wychowaniu dzieci i pozostać głuchym na wszelkie rady ? Myślę, że nie – jak we wszystkim, tak i w tym warto zachować umiar. Ale prawda jest taka, że gdyby gatunek ludzki był tak słaby, że zbyt wczesne posadzenie dziecka miałoby mieć niszczący wpływ na jego rozwój, już dawno by wyginął.

 

Zdjęcia pochodzą ze strony unsplash.com.
https://unsplash.com/photos/irVfITbMJZw
https://unsplash.com/photos/9x3jGcu3qQ0
https://unsplash.com/photos/3CTufp-cpzo



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *